poniedziałek, 26 maja 2014

#11

DOWCIP/Wit (2001)

Była komedia, czas na dramat. Tytuł filmu jest wymowny, ale to w rzeczywistości najsmutniejszy film jaki w życiu widziałam.

Historia samotnej Vivian Bearing (Emma Thompson), która wykłada na uniwersytecie siedemnastowieczną poezję. Nagle okazuje się, że ma raka. Postanawia przejść przez eksperymentalną chemioterapię.

To, co zrobiła Emma Thompson w tym filmie, to absolutny geniusz aktorstwa. Pomijając jej niesamowite poświęcenie (na potrzeby filmu zgoliła głowę!), jej umiejętności i gra, a przez to sama postać Vivian, przyćmiewają całą resztę. Bardzo ciekawy zabieg artystyczny został wykorzystany w "Dowcipie": główna bohaterka mówi niekiedy wprost do kamery, w ten sposób bardziej nas ze sobą związując.

To niesamowity portret psychologiczny osoby chorej. Vivian wie, że umiera. Na samym początku orientuje się, że jest niejako królikiem doświadczalnym, przedmiotem badań. W domu nikt na nią nie czeka. Więc niby dlaczego chciałaby żyć? Dla samego życia. Główna bohaterka nie oszczędza ani siebie w swoich sądach, ani nikogo innego. Twardo stąpa po ziemi, lecz im więcej czasu spędza w szpitalu, tym bardziej uchodzi z niej ta stanowczość.

Ten film nie jest dla ludzi o bardzo słabych nerwach. W końcu nie o to chodzi, żeby się całkiem załamać. Ale polecam go wszystkim (no prawie wszystkim), ponieważ dzięki niemu naprawdę zmienia się spojrzenie na świat, na życie.

Wszystko się kiedyś kończy. Życie na przykład, ale też gimba albo blog prowadzony na informatykę. Tym postem, jak i historią Vivian (kompletnie niedocenioną w świecie filmu) żegnam się z wami, moi nieliczni czytelnicy. Mam nadzieję, że nie zmarnowaliście ze mną i Martyną czasu.

Pozdrawiam
Marta

#10

MROCZNE CIENIE/Dark Shadows (2012)

Pamiętam, że kiedy przypadkowo trafiłam na ten film w telewizji, na pasku informacji było napisane o nim "horror". Zapewniam, że to nieprawda, gdyż dzisiaj piszę o zwyczajnie komedii.

Film przedstawia historię przemienionego przez wiedźmę w wampira - Barnabasa Collinsa (Johnny Depp), który po dwustu latach wydostaje się z zamknięcia i trafia w lata 70. XX wieku. Nawiązuje kontakt ze swoimi krewnymi, którzy mieszkają w jego dawnym domu.

Kto zna Tima Burtona, reżysera filmu, ten od razu spostrzeże, że to komedia. Pomalowany na biało Depp, z wystylizowanymi czarnymi włosami, cieniami pod oczami nie potrafi znaleźć sobie odpowiedniego miejsca do spania. Jego gra jest na wysokim poziomie. Idealnie gra zakochanego w obcej kobiecie chłopca, który nie wie jak ją zdobyć, gdyż z dawną ukochaną łączy ją jedynie ta sama twarz. Cały film niejako parodiuje popularne ostatnio filmy o nastoletnich kreaturach, takich jak wiedźmy, wampiry, czy wilkołaki. Doskonała Eva Green, która wciela się w wiedźmę o nieprzemijającej urodzie. Prawdziwa sucz :D

Do tego muzyka. Oczywiście lata 70. i same klasyki. Aż przyjemnie oglądać. Polecam film na większą grupę znajomych.
Marta

#9

BLASK/Shine (1996)

Stary film, ale porządny. Jeden z tych bardzo ambitnych, o których lubią rozprawiać nauczycielki polskiego ;)

Opowiada historię Davida Helfgotta (Geoffrey Rush), genialnego, trochę szalonego muzyka z Australii.  Rodzice nie potrafią zrozumieć geniuszu, a miasteczko, w jakim żyje David, nie potrafi otworzyć przed nim drogi do kariery. Jego życie, nieraz bardzo dramatyczne, pogłębia w nim chorobę psychiczną, ale również poszerza jego możliwości w grze na fortepianie.

Geoffrey Rush dostał Oscara za występ w tym filmie, co w pełni mu się należało. Jego gra jest niezmiernie przekonująca. Jednak w tyle nie pozostają inni aktorzy, np. Noah Taylor, wcielający się w młodego Helfgotta. Od strony technicznej bez braków, strona artystyczna kipi od emocji. Na dodatek piękna muzyka, zmieniająca się tak, jak rozdziały w życiu głównego bohatera.

To na pewno trudny w odbiorze film. I nie dla wszystkich. Niektórzy zwyczajnie powiedzą, że jest nudny. Ale on zdobył moje serce. Historia Helfgotta to idealny film do obejrzenia w samotności (jeśli ktoś lubi) lub z przyjacielem.

Pozdrawiam
Marta

#8

LANA DEL REY



Lana to amerykańska wokalistka, która słynie głównie z utworu pt. "Summertime Sadness". Bardzo szanuję w niej to, że jest oryginalna. Jej sposób bytu, różni się od innych amerykańskich gwiazdeczek. Jest szczerą i utalentowaną kobietą. Jej piosenki, a także wspaniała barwa głosu całkowicie podbiły moje serce. Jej kariera rozwija się z dnia na dzień. W tym roku wyda już swoją piątą płytę, która na pewno będzie wielkim sukcesem.

Zapodam Wam kilka moich ulubionych kawałków:




To by było na tyle. Kończę post, a zarazem kończę pracę na informatykę. 
Podzieliłam się już z Wami moją "TOP 5" wykonawców.
Mam nadzieję, że chociaż jeden z nich Wam się spodobał.
Dziękuję za czytanie.
Martyna.

#7

BRING ME THE HORIZON



BMTH to zespół wykonujący metalcore. Słucham go od nie dawna, ale bardzo polecam. Nazwa band'u wywiodła się z filmu pt. "Piraci z karaibów", kiedy kapitan Jack Sparrow wykrzyczał: "Now... Bring me that horizon!" słowo "that", zostało zmienione na "the" i od tego czasu tak brzmi oficjalna nazwa zespołu.

Od 2004 r. Oliver Sykes, Matt Kean, Lee Malla i Matt Nicholls grają razem, a niedawno bo w 2013 r. dołączył do nich Jordan Fish.

Ich piosenki mają mocne brzmienie, które nie raz wywołały ciarki na mojej skórze. Do tego teksty ich utworów są moim zdaniem, bardzo dobre. Często opisują to co czuję.




To by było wszystko co do BMTH. Mam nadzieję, że przesłuchacie chociaż jedną piosenkę, warto!
Pozdrawiam, Martyna.

niedziela, 25 maja 2014

#6

TROOM



Dla odmiany, trochę rapu. 
TrooM, to młody wykonawca, zaledwie o rok starszy ode mnie, tak, ma tylko 17 lat, a mimo tego już jedną wydaną płytę na swoim koncie. Polecił mi go kolega i muszę Wam powiedzieć, że zakochałam się w jego "rapsach". Chłopak ma talent i wspaniały głos.

"TrooM to jeden z najbardziej perspektywicznych raperów młodego pokolenia." - to można przeczytać o nastolatku. 

Tradycyjnie, załączam linki do moich ulubionych piosenek:

TrooM x ka-meal - Insomnia feat.Mam Na Imię Aleksander - to była pierwsza piosenka TrooM'a. jaką usłyszałam, od razu wpadła mi do ucha i się w niej zakochałam.



Bardzo polecam wszystkim miłośnikom rapu. 
Pozdrawiam.
Martyna. 

#5

MUMFORD & SONS



Kolejny rock'owy zespół, który podbił moje serce.
Członkowie zjednoczyli się w 2007 roku, od tego czasu wydali dwa albumy.
"Sigh No More" i "Babel", który w 2013 roku zapewnił artystom nagrodę Grammy za najlepszy album roku.

Marcus Mumford, Ben Lovett, Winston Marshall oraz Ted Dwane są bardzo oryginalni w tym co robią. Muzyka, a raczej sposób w jaki ją wykonują jest inny od wszystkich. Bardzo ich za to podziwiam.
Bardzo żałuję, że nie mogłam udać się na ich koncert, kiedy odwiedzili Polskę.

Piosenki, które polecam szczególnie:





To by było na tyle co do Mumford'ów.
Może macie jakieś swoje ulubione piosenki tego zespołu?
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam.
Martyna.